dziś o hummusie. i sałatce narodowej.
jako fanka knajp libańskich- a szczególnie libańskich przystawek- zawsze jestem oczarowana kiedy na stół wkraczają przeróżne miseczki z pastami, sałatkami, serami... i świeżym chlebem pita. przy takim stole można siedzieć bez końca... jeść, rozmawiać, popijać miętową herbatę... idealnie.
wiele razy postanawiałam stworzyć ten klimat w domu, ale sprawa jest bardzo pracochłonna- zawartość każdej miseczki trzeba stworzyć od podstaw... więc zwykle kończy się na zminimalizowanej wersji libańskiej uczty czyli : hummus + sałatka narodowa z natki pietruszki. zestaw doskonały
na hummus przepisów jest cała masa. składniki wszędzie są takie same, różnice tkwią w proporcjach.
tu liczy się praktyka, trzeba zrobić hummus kilka razy aby trafić na swoje proporcje. ja polecam tak:
- ciecierzyca gotowana - 2 szklanki
- oliwa - 3 łyżki
- ząbek czosnku - sztuk 1
- sok z cytryny - pół soczystej cytryny, czasem trochę więcej
- sól
- pół szklanki wody
- ziarna sezamu- 5 łyżek
po pierwsze: nie uznaję ciecierzycy z puszki. jestem na etapie eliminowania strączkowych puszkowych. w ogóle jestem na etapie eliminowania z jadłospisu produktów przetworzonych.
ziarna ciecierzycy namoczone na noc, potem ugotowane do miękkości bez soli są przepyszne. o niebo lepsze od tych rozmiękłych, solonych z puszki. warto się nieco potrudzić.
po drugie: niezbędnym elementem hummusu jest pasta z prażonych ziaren sezamu - tahini. można kupić gotową, ale zalecam zrobienie jej samemu, zwłaszcza że sprawa jest bardzo prosta.
otóż ziarna sezamu prażymy na suchej patelni a następnie miksujemy na papkę blenderem dodając pod koniec miksowania łyżkę oliwy. jest to pierwszy etap produkcji hummusu.
w kolejnym etapie dodajemy resztę składników i miksujemy na gładką masę. i gotowe.
woda jest po to aby nadać masie lekką konsystencję, więc należy dodawać stopniowo w czasie miksowania.
do tego genialna sałatka z natki pietruszki, łączymy ze sobą:
- potężny pęk natki pietruszki- posiekanej drobno
- pół małej cebuli - posiekanej drobno
- pół pomidora- posiekanego drobno
- sok z połówki cytryny
chciałabym się jeszcze nauczyć wypiekać pitę, ale to już wyższa szkoła jazdy.
te dwie pozycje niech będą zapowiedzią prawdziwej dużej libańskiej uczty, która przydarzy się wkrótce
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia świata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia świata. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 25 lipca 2013
poniedziałek, 3 września 2012
czy warzywa to dzieła sztuki?
o tak!
charakteryzują się przecież wysokimi walorami estetycznymi i dobrze działają na niemal wszystkie zmysły; miło na nie patrzeć, miło wąchać, miło smakować, miło dotykać ... tylko z autorem może być problem.
uznajmy, że autorem jest ogrodnik, który je uprawia; a sadzenie, podlewanie, pielenie, przycinanie ... to proces twórczy... kiedyś będę miała domek na wsi i ogródek i będę tak tworzyć.
... a póki co nabywam warzywa drogą kupna. zwykle na targu, ale kiedy kupuję w markecie to mój koszyk zawsze jest najładniejszy w całym sklepie. nie tylko dlatego, że jest wypełniony kolorowymi warzywami, ale też dlatego, że moje warzywa leżą luzem, bez torebek foliowych, których wszechobecny szelest doprowadza mnie do szału. jak widzę te osoby pakujące po dwie cebule, trzy marchewki, kilo bananów... wszystko do oddzielnych torebek po to tylko, aby donieść je do domu i te torebki wyrzucić to krew mnie zalewa. co za bzdurny zwyczaj! i najgorsze jest to, że nikt się nad tym nie zastanawia... wszyscy to robią, stało się to normą, podczas gdy jest jedynie BZDURĄ.
dlatego apeluję! nie pakujcie warzyw do miliona foliowych torebek. naprawdę da się zwyczajnie włożyć je do wózka a potem przy kasie zapakować do torebki na zakupy z materiału.
co najmniej raz w tygodniu kupuję najróżniejsze warzywa, często te najprostsze, tym razem:
a potem myje je, kroję... zwykle moją bazą jest cebula lub por, marchew, pietruszka, seler- wszystkiego po trosze, potem papryka, cukinia, których teraz w bród więc wręcz należy je jeść; tym razem również odrobina papryczki chilli, czerwona pasta curry, szczypta soli, cukru trzcinowego, mleko kokosowe, sok z limonki, groszek zielony, na koniec dodaję również podsmażone osobno kawałki tofu i gotowe. ważne, aby obróbka termiczna warzyw trwała krótko, aby były dość miękkie ale jędrne. konieczna jest do tego świeża kolendra i ryż.
genialny, lekki i pożywny posiłek.
niedziela, 15 lipca 2012
zupa rybna z Lanzarote
czyli Caldo de pescado wg. Roberta Makłowicza.
idealna sprawa na gorące dni.
lekka. składa się z warzyw i ryby. i bardzo prosta do wykonania.
można użyć jakiejkolwiek ryby, jednak aby zapewnić sobie komfort spożywania najlepiej wybrać filet bez ości.
ja użyłam filety pstrąga różowego, dostępne w rybnym raz w tygodniu, w czwartki. delikatne różowe mięso, genialne... ale miały trochę ości więc wybrałam je przed gotowaniem.
ta zupa ma dwie tajemnice.
pierwsza- zaczyna się od smażenia ryby na sporej ilości oliwy, na małym ogniu. ryba oddaje oliwie aromat, który jest ważnym elementem całości. w międzyczasie należy wstawić do gotowania ziemniaki w wodzie.
kolejny krok to druga tajemnica- w moździerzu należy ubić 4 ząbki czosnku wraz ze szczyptą soli i łyżeczką wędzonej papryki w proszku; powstałą pastę trzeba dodać do ziemniaków.
usmażoną rybę zdejmuje się z patelni, a na tej samej oliwie smaży się warzywa: 2 cebule, 1 paprykę zieloną i 2-3 pomidory obrane ze skóry. posolone należy dusić ok. 10 min po czym wrzuca się warzywa do garnka z miękkimi już ziemniakami. na koniec do garnka dodaje się usmażoną rybę i świeżą kolendrę lub pietruszkę.
zalecam spożywanie po kilkuminutowym odstaniu zupy w zamkniętym garnku. pyszna!
http://www.tvp.pl/styl-zycia/kuchnia/maklowicz-w-podrozy/przepisy/caldo-de-pescado-zupa-rybna/7281075
idealna sprawa na gorące dni.
lekka. składa się z warzyw i ryby. i bardzo prosta do wykonania.
można użyć jakiejkolwiek ryby, jednak aby zapewnić sobie komfort spożywania najlepiej wybrać filet bez ości.
ja użyłam filety pstrąga różowego, dostępne w rybnym raz w tygodniu, w czwartki. delikatne różowe mięso, genialne... ale miały trochę ości więc wybrałam je przed gotowaniem.
ta zupa ma dwie tajemnice.
pierwsza- zaczyna się od smażenia ryby na sporej ilości oliwy, na małym ogniu. ryba oddaje oliwie aromat, który jest ważnym elementem całości. w międzyczasie należy wstawić do gotowania ziemniaki w wodzie.
kolejny krok to druga tajemnica- w moździerzu należy ubić 4 ząbki czosnku wraz ze szczyptą soli i łyżeczką wędzonej papryki w proszku; powstałą pastę trzeba dodać do ziemniaków.
usmażoną rybę zdejmuje się z patelni, a na tej samej oliwie smaży się warzywa: 2 cebule, 1 paprykę zieloną i 2-3 pomidory obrane ze skóry. posolone należy dusić ok. 10 min po czym wrzuca się warzywa do garnka z miękkimi już ziemniakami. na koniec do garnka dodaje się usmażoną rybę i świeżą kolendrę lub pietruszkę.
zalecam spożywanie po kilkuminutowym odstaniu zupy w zamkniętym garnku. pyszna!
http://www.tvp.pl/styl-zycia/kuchnia/maklowicz-w-podrozy/przepisy/caldo-de-pescado-zupa-rybna/7281075
wtorek, 3 lipca 2012
arabskie popołudnie
wspaniała sprawa- w hipermarkecie zlokalizowanym w stołecznej arkadii uruchomiono stoisko arabskie i można w nim nabyć wiele ciekawych smakołyków arabskich w tym arabski chleb, co mnie wprawiło w radosny nastrój. oczywiście, że dokonałam wielu zakupów z tej okazji. chleb jest świetny, i to z mąki razowej. trybiki zaskoczyły i zmontowałam arabski zestaw: roladki z chleba z zieleniną i pasta z fasoli.
uwielbiam takie zestawy, gdzie jednym nabiera się drugie i można spożywać bez użycia sztućca.
potrzebne są: chleb arabski, niezbędnik wiosenny, fasolka po arabsku/ przygotowana np dzień wcześniej, mix przypraw arabskich i blender.
chlebek należy porwać, wypełnić zielenią wg gustu; zalecana jest sałata i natka pietruszki;
zwinąć w rulony, które można związać łodygą pietruszki aby zapobiec rozwinięciu- roladki gotowe.
na odrobinie oleju sezamowego pogrzać szczyptę mieszanki przypraw arabskich, dodać zmiksowaną fasolkę po arabsku; podgrzać i gotowe!
oczywiście już podaję przepis na fasolkę po arabsku: * podsmażyć cebulkę z czosnkiem na oliwie, dodać rozdrobnione pomidory, dusić, przyprawić szczyptą soli, cukru, pieprzu i papryki czerwonej zarówno łagodnej jak i pikantnej , pod koniec dodać nieco koncentratu pomidorowego i fasolę, podusić jeszcze parę minut i gdy całość będzie papką o przyjemnej konsystencji przestać dusić gdyż fasolka po arabsku jest gotowa. w Jemenie taka fasolka spożywana jest zwykle na śniadanie lub kolację. dobrze jest podać z kleksem jogurtu naturalnego.
* potrawę można przyrządzić z fasolki wszelakiego koloru, z puszki lub nie. jeśli nie fasolę należy na noc namoczyć a o poranku gotować do miękkości, tak aby do potrawy dodać miękką.
czwartek, 10 listopada 2011
Masala Dosza
ot i stało się. zrobiłam danie wg przepisu.
z KUCHNI KRYSZNY Adiraja dasa
bo okrutnie zaintrygował mnie pomysł zrobienia naleśników z surowego ryżu i dalu
w dodatku założyłam , że może mi się nie udać... a tymczasem udało się
odkrycie TAKICH naleśników to dla mnie nie lada sprawa... doznanie zupełnie unikatowe
dzień-przed trzeba namoczyć ryż i dal... ja użyłam soczewicę zieloną- w oddzielnych naczyniach
rano trzeba je oddzielnie zmielić wraz z odrobiną wody a następnie zmieszać- pożądana konsystencja ciasta naleśnikowego, do którego dodać należy 1 posiekane chili (lub mniej aby nie paliło), cukier brązowy i pół łyżeczki soli, dokładnie wymieszać i odstawić do popołudnia (min.2 godziny)
a tymczasem...robić co się chce lub robić nadzienie z ziemniaków tak oto:
krok pierwszy- utłuc ugotowane ziemniaki
krok drugi to wykonanie pasty masalowej: kokos zmielić z chili, imbirem i odrobiną wody
następnie w garnku rozgrzać ghee (ja masło) i mieszając smażyć nasiona gorczycy i kminku indyjskiego=kmin rzymski (ja ubijam kmin w moździerzu gdyż nie lubię gryząc natrafiać na nasiona), kiedy nasiona gorczycy zaczną strzelać dodać pastę masalową, minutę później dodać kurkumę a za nią natychmiast ubite ziemniaki, posiekaną kolendrę i sól, mieszając smażyć przez 5 minut a potem odstawić
warto pamiętać, że w to wszystko prowadzi do jednego celu, takiego oto:
gdy nadejdzie pora naleśniki usmażyć zupełnie zwyczajnie tak jak naleśniki, zalecam na suchej patelni, wychodzą śliczne:
a potem pozostaje już tylko owijać farsz naleśnikiem, tak jak po naszemu... i podsmażyć takie naleśniki przed podaniem na maśle
wow!
Kuchnia Kryszny mówi aby podawać z sambarem i sałatką ze świeżych pomidorów jako tradycyjny posiłek w południowych Indiach... jak dla mnie to już i tak dużo szczęścia a kubki smakowe szaleją, więc podałam z sałatą lodową... a wraz z ziemniakami ugotowałam jedną marchewkę... bo przecież bez ingerencji nie byłabym sobą
i na koniec podaję zestaw składników:
czwartek, 1 września 2011
kuchnia świata: roti z warzywami
przepadam za kuchnią hinduską, za jej formą i treścią, za sposobem zestawiania dań... za aromatem, za wszędzie wyczuwalnym masłem, za kolorem i pomysłowością.... od jakiegoś czasu zgłębiam "Kuchnię Kryszny", czytam i przeglądam, mam wrodzoną niechęć do gotowania z przepisem w ręku, więc przyswajam tę książkę póki co, aż w końcu jej treść wejdzie mi w krew i będę gotować prawidłowo wg reguł sama z siebie... na ten moment czekam a póki co freestajluję sobie wtykając zresztą wątek arabski; w postaci mieszanki przypraw i wzoru... ale po kolei
historia tego dania zaczęła się od istniejącego już leczo... leczo składało się z kabaczka, pomidorów, papryki czerwonej i żółtej, cebulki oraz czosnku, pieprzu i soli - wszystko to było usmażone dzień wcześniej w ramach kolacji, pysznej zresztą
kolejnego dnia z powodu braku chęci jedzenia tego samego- zmiksowałam częściowo istniejące, zimne leczo blenderem... nie na całkowitą papkę, ale na półpapkę i doprawiłam mieszanką UWAGA! arabskich przypraw... wiem, kulinarni akademicy zapewne spisaliby mnie na straty ale!... na swoją obronę dodam, że mam w zwyczaju samodzielne wykonywanie prawdziwych hinduskich masal, począwszy od odmierzania składników do ich miksowania ... ale tego dnia trzeba było w miarę szybko a pod ręką była mieszanka przypraw, akurat arabskich co oznacza skomponowanych w sposób arabski gdyż mieszanka ta została stworzona z przypraw używanych w kuchni hinduskiej czyli: kolendra, kmin rzymski, kardamon, cynamon, gorczyca, koper włoski, goździki, imbir,kurkuma... za dużo wszystkiego naraz ... ale dość już o tym, użyłam jej i tyle, poprostu dosypałam nieco do mojej półpapki i podgrzałam...
do tego zamarzył mi się chlebek roti więc nie kombinując już skorzystałam z przepisu prawdziwej hinduski, tego oto: http://www.przepisykulinarne.tv/filmy3/75-chleb-indyjski
polecam szczerze gdyż wychodzi zupełnie tak jak na filmie, placki wzdymają się na patelni aż miło popatrzeć
... świat podany na starym talerzu z babcinej zastawy, zjadany palcami...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























